Udany sezon kpt. Czesława Perlickiego.

Udany sezon kpt. Czesława Perlickiego.

Osiemnaście jachtów walczyło w tym sezonie w regatach wchodzących w skład Morskiego Żeglarskiego Pucharu Polski. W grupie ORC A zwyciężył kpt. Czesław Perlicki na jachcie „Zoltar”, a w ORC B Łukasz Trzciński na „PGO GoodSpeedzie”. Zapraszamy do przeczytania relacji kpt. Perlickiego z dokonań minionego sezonu.

czesiu

Cykl Morskiego Żeglarskiego Pucharu Polski składał się z dziesięciu imprez – pięciu na Pomorzu Zachodnim (Mantra Cup, Etapowe regaty turystyczne, Unity Line, Regaty Wiatrak i Sputnik Cup) i pięciu na Pomorzu Gdańskim (Żeglarski Puchar Trójmiasta, Puchar Mariny Gdańsk, Puchary Marynarki Wojennej, Nord Cup i regaty Gdynia – Władysławowo – Gdynia). W zmaganiach wzięło udział w osiemnaście załóg.

W klasie ORC A, dla jachtów o długości CDL >= 8,5 metra wygrał nestor polskich regatowców z Yacht Klubu Polski Gdynia kol. Czesław Perlicki na jachcie „Zoltar”, który dodatkowo zdobył tytuł najlepszego kapitana! Drugie miejsce przypadło Andrzejowi Zielińskiemu na „Aquarelli”, a trzecie Krzysztofowi Paulowi (AKM Gdańsk) na „Dużym Ptaku”.

zoltar

Oto krótka relacja-podsumowanie, tego jakże udanego sezonu żeglarskiego, autorstwa naszego kol. Czesława Perlickiego:

Podniecony ogłoszeniem Gdańska organizatorem Mistrzostw Europy jachtów morskich przeliczanych w formule ORC Int. – podjąłem starania  i działanie dla pozyskania stosownego wielkością jachtu. Trafił się ZOLTAR , którego właściciel/armator pan  Marcin Zastawny zgodził się bez wahania i nieodpłatnie na jego wypożyczenie. Znany to jacht, ale ostatnimi laty nie pływający w regatach. Załogę stworzyli Koledzy współpracujący ze mną na Aquili, załoga z Menueta z Irkiem na czele oraz „wolni strzelcy” Andrzej, Wojtek i wnuk Stasiu. Również owner Marcin jachtu  włączył się bardzo aktywnie w klar jachtu, treningi i starty w regatach na Zatoce Gdańskiej. Entuzjazm załogi doprowadził do pozyskania nowego grota tuż przed mistrzowskimi regatami. Mój program nie precyzował celów priorytetowych. Oceniałem realistycznie możliwości załogi i jachtu. Swój cel stąd i załogi widziałem w zrealizowaniu coubertinowskiej zasady olimpizmu, określającej udział w zawodach jako pierwszo planowy cel zawodników i ich walkę o najlepszy wynik. Drzemiąca w załodze energia i żeglarski zapał podkręcały udane starty, które zaskakiwały nas, ale i Kolegów regatowców z trójmiejskiego środowiska.

Nastały dni próby. Przypływamy do mariny w Gdańsku. Miła Koleżanka wskazuje czekające na nas miejsce jachtu. Obok cumują jachty klasy A, przerastają nas nie tylko swoją wielkością, ale jakością techniczno-regatową. W marinie duży ruch, znany bywalcom dużych regat. Zgłoszenia, ważenie załóg, organizacyjne zabiegi, ale co najważniejsze sprawdzanie jachtów przez komisję techniczną. Odczuwam nasze amatorskie doświadczenie i niedobory techniczne jachtu. Część Kolegów nie obecna, jeszcze pracuje zawodowo, obecni na jachcie biegają, załatwią. Jest nerwowo. Szybkość w pracy mierniczego Piotra, zamyka nasze problemy. Stosowny podpis  komisji technicznej i możemy startować. Tylko jeszcze uroczystość otwarcia. Przemowy, „szklanki”, podniesienie flag. Zaczynamy.

Przed regatami Mistrzostw Europy mamy wyścigi Mistrzostw Polski ORC Int. w obsadzie międzynarodowej. Dla nas to poważna próba. Pogoda mocniejsza, niż w dotychczasowych  naszych startach na zatoce. Efekty już doświadczamy w pierwszym wyścigu. Nie jesteśmy opływani w tych warunkach, również zgranie załogi jest poniżej naszych oczekiwań. Kolejny wyścig i jacht się odezwał. Nie możemy zrzucić spinakera. Jego fał zaciśnięty w topowym okuciu. Wycofujemy się z wyścigu, wchodzimy do mariny w Sopocie na silniku ze spinakerową chorągiewką. Tu zainteresowanie spacerowiczów naszym zdarzeniem. Na maszt wciągamy Andrzeja (90+ kg.) Moją ofertę załoga odrzuciła, obawiając się utraty sternika. Żałowali swej decyzji ciągnąc Andrzejowe kilogramy na top. Ja to tylko -70 kg.  Mocny Andrzej załatwia problem, obcina końcówkę fału, gdyż okucie swojej zdobyczy nie puściło. Pozostało zadanie na zimę. Wychodzimy z mariny, trzy wyścigi mamy za sobą.

W Gdańskiej Marinie dziwne zainteresowanie nami nie ze względu na awarię, ale na 1 miejsce w II wyścigu w ogłoszonych wynikach przez komisję regatową. Stąd pytania bardzo życzliwie zadawane przez  krajową konkurencję. Jednak pomyłka komsji była oczywista, więc zgłosiłem wniosek o sprostowanie na RET zgodnie z rzeczywistymi faktami.

Długi wyścig to drugi dzień regat. Znowu awaria w żegludze na wiatr. W drugim zwrocie na prawy hals – lewa kipa szotów genuy wypada z prowadzącej szyny. Szybki powrót na lewy, Maciej z Kolegami zmontował zastępcze rozwiązanie. Wyścig ukończyliśmy z dużymi dodatnimi wrażeniami żeglarskimi. Ujemne dręczyły nas po długim przelocie prawo halsowym, gdzie zyskiwaliśmy nad równolegle żeglującymi jachtami. Gdy w pół drogi do znaku, jacht znajdujący się na zawietrznym trawersie około do 100 m  naszego Zoltara, niespodziewanie przyspieszył i żeglował ostrzej do wiatru. Nam pozostała radość z żeglowania fordewindowego na szerokość zatoki. Przeżycie to pozostało do dzisiaj przypominające się nam w okrzykach -…ostrz, ostrz….odpadaj, odpadaj….z a p ó ź n o!!!” to były mimo tego bardzo radosne i mobilizujące okrzyki. Wiele fal udanie wykorzystaliśmy, dzięki pracy trzech kolegów na szotach spinakera, Andrzeja, Marcina i Macieja. Aby wprowadzić jacht w żeglugę na fali przy wietrze ok. 5ºB, z 90 m² spinakerem, to potrzebne jest Andrzejowe wyczucie spinakera i siły całej trójki do szarpania jego szotów. Ostatnie dwa wyścigi przyniosły nieco lepsze rezultaty, dodając załodze nieco otuchy na kolejne mistrzowskie regaty.

Wyścigi z udziałem najlepszych jachtów i załóg europejskich były podniecające, dostarczając wyjątkowy potencjał emocji. Niestety tyczył się one tylko samych startów i nie długiego czasu żeglugi na wiatr. Wyraźnie uwidaczniał się tu niedobór prędkości Zoltara w żegludze na wiatr. Zjawisko bardzo stresujące załogę. Nie będę wspominał kolizyjnych sytuacji, bo i takie były. Na pewno na długie lata pozostaną w naszej pamięci przeżycia z długiego wyścigu. Uciążliwy deszcz, zimno, uciekający i słabnący wiatr. Walka z uciekającym czasem i zbliżająca się godziną zamknięcia mety, były nad wyraz stresujące. Zdążyliśmy przekroczyć metę ok. 3 minut przed jej zamknięciem. Pięciu jachtom to się nie udało. Powrót cichy, każdy przeżywał to zdarzenie we własnej psychice. Wyjątkowo przykre było wejście do mariny. Zoltara miejsce zajęte, marina zamknięta. Tu wspomniałem Kolegom przeżyte Mistrzostwa Świata  1/4t,  gdzie długi wyścig kończył się wizytą z jednej burty, sędziego technicznego z drugiej strony organizatora z drinkiem dla załogi. Jak mówią, co kraj to obyczaj. Myślę sobie że, te mokre przeżycia złączyły nas w załogę.

Przebyte mistrzowskie regaty pozostawiły we mnie bardzo wiele ujemnych emocji. To one jednak też budują nową jakość w każdym żeglarzu. Tą jakość ujawniliśmy w kolejnych regatach. Pierwszy wyścig, mała korekta trymu Zoltara i wygrywamy wyścig nawet w łącznej klasyfikacji wszystkich jachtów ORC. Pozostały ostatnie regaty Gdynia-Władysławowo-Gdynia i tu przy  ciężkiej pogodzie jesteśmy na mecie 3 jachtem w grupie A. Jacht z Tadziem za sterem bije swój rekord prędkości 13,8 węzłów!

Ot i koniec sezonu regatowego. Jeszcze Błękitna Wstęga, ale ja już na mojej AQUILI. Listopad dostarczył mi miłą niespodziankę. ZOLTAR zdobywa za sezon 2017 roku, Puchar Polski jachtów morskich w klasyfikacji ORC natomiast ja wygrywam w klasyfikacji kapitanów.

Bardzo dziękuję panu Marcinowi Zastawnemu za okazane zrozumienie dla mojej żeglarskiej pasji i udostępnienie Zoltara naszej regatowej załodze. Dziękuję wszystkim Kolegom i Koleżance uczestniczącym w regatowej rywalizacji na tym jachcie.

Bardzo wysoko sobie cenię uzyskaną możliwość startu na Zoltarze i współpracę z Kolegami, którzy okazali się żeglarzami z bezinteresowną pasją regatową. Jako że nową jakość tworzą różnice zdań także w regatowym żeglarstwie, były one też na Zoltarze. Udało się je ukierunkować twórczo – może dzięki mojemu życiowemu doświadczeniu. Obiektywnie uznaję że, zasługi w tym względzie leżą po stronie Kolegów mających tyle spokoju co prezentowane własne postury.

Życzę Marcinowi – właścicielowi jachtu, całej Załodze no i sobie udanego kolejnego sezonu regatowego. Czesław Perlicki.

.

Gratulujemy kapitanowi i całej załodze jachtu ZOLTAR udanego sezonu regatowego, oraz dziękujemy armatorowi jachtu kol. Marcinowi Zastawnemu za wsparcie wysiłków członków YKP GDYNIA w realizacji ich pasji.

Comments are closed.